Spotkanie rozgrywano w strugach nieustannie padającego deszczu. Na grząskiej i śliskiej murawie, która bardziej przypominała pastwisko niż boisko klubu piłkarskiego, toczyła się ostra walka o każdą piłkę i każdy metr boiska. Jej efektem było kilka żółtych kartek pokazanych przez arbitra tego spotkania za absurdalne wręcz przewinienia.
Pierwsze minuty meczu to niewielka przewaga gospodarzy, którzy stworzyli pod bramką Zagłębia kilka dogodnych sytuacji, jednak żadnej z nich nie potrafili zakończyć strzałem, mogącym zaskoczyć Madaricia. Po kwadransie gra się wyrównała, a defensywnie do tej pory grające Zagłębie, zaczęło przejmować inicjatywę. Niestety na śliskim i grząskim boisku konstruowanie jakichkolwiek akcji ofensywnych przychodziło lubinianom z wielkim trudem.
Po zmianie stron szczęście uśmiechnęło się do gospodarzy, którzy już po 4 minutach od wznowienia gry objęli prowadzenie. Z rzutu wolnego dośrodkowywał Szafran, futbolówka trafiła do zamykającego akcję Ławryszyna, a ten strzałem głową pokonał próbującego interweniować Madaricia. Po stracie bramki przyjezdni jeszcze odważniej ruszyli do przodu, jednak zmasowana obrona gospodarzy i momentami bardzo dziwne decyzje arbitra, stanowiły problem, z którym piłkarze Zagłębia nie potrafili sobie poradzić. Gospodarze po objęciu prowadzenia ograniczali się do gry z kontrataku, co przy bardzo ofensywnej grze Zagłębia mogło się, ku radości miejscowych, zakończyć powodzeniem.
Pragnący doprowadzić chociażby do remisu lubinianie w końcówce meczu rzucili się do zmasowanego ostrzału bramki strzeżonej przez Pyskatego. Bardzo groźnie kilkukrotnie strzelali Javornik oraz Niciński, a sytuacji sam na sam z bramkarzem Tłoków nie wykorzystał Murdza. Ten sam zawodnik na pięć minut przed końcem musiał opuścić boisko po tym, jak arbiter spotkania pokazał mu drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę.
Pomimo osłabienia Zagłębie nie rezygnowało z doprowadzenia do remisu. Udało im się to już w doliczonym czasie meczu, kiedy to Niciński będąc 8 metrów przed bramką, wykorzystał podanie Januszewskiego i silnym strzałem pokonał Pyskatego.
Pomeczowa konferencja prasowa:Drażen Basek: Mecz był bardzo emocjonujący. Było bardzo dużo walki z obu stron. Po błędzie straciliśmy bramkę, ale walczyliśmy do końca co najmniej o remis i w ostatniej minucie udało nam się strzelić gola.
Marek Motyka: Kolejny raz przeżywamy horror na naszym boisku. Chłopcy wznieśli się na wyżyny swoich umiejętności i stworzyli kilka stuprocentowych sytuacji. Gdyby w drugiej połowie Marcin Murdza trafił praktycznie do pustej bramki, to pewnie teraz cieszylibyśmy się z trzech punktów. Po raz kolejny nie potrafimy dowieźć korzystnego wyniku do końca spotkania. Tracimy dwa punkty, co w naszej sytuacji jest dramatem.